Pewnego dnia kobieta otrzymuje od matki pudełko z pamiątkami po ojcu. Wśród nich odnajduje klucz do poznania jego przeszłości, adres kobiety o imieniu Mi Mi. Kobieta nie zastanawia się ani chwili i wyrusza w podróż do Birmy, gdzie urodził i wychował się jej ojciec. Na miejscu poznaje staruszka o imieniu U Ba, który opowiada jej opowieść o Tin Win i Mi Mi. Czy Julia dowie się kim dla Tin Wina była Mi Mi? Jakie miała znaczenie w jego życiu i jaką odegrała rolę?
W książce na przemian śledzimy opowieść U Ba, ale również poczynania Julii. Jej przemyślenia i zadawane przez siebie pytania. Obserwujemy życie chłopca w wiosce, w której to przesądy oraz słowa astrologów kierowały ludzkim życiem. To właśnie takie podejście mieszkańców wioski sprawiło, że Tin Win był przekleństwem dla swojej mamy, ponieważ urodził się w sobotę. W Birmie wierzono, że dziecko urodzone tego dnia przynosi nieszczęście. Tin Win był dla swojej matki balastem. Kobieta pewnego dnia wyszła z domu i nie wróciła. Chłopca wówczas przygarnęła jego sąsiadka, która zastępowała mu matkę. Tin Win dorastał na inteligentnego mężczyznę. Pewnego dnia poznał Mi Mi - dziewczynę, która rozumiała czym jest samotność, dziewczynę, przy której czuł się sobą i częścią tego świata. Przy niej poczuł czym jest szczęście. Ona była jego oczami, a on jej uszami. Bicie jej serca było dla niego najpiękniejszym dźwiękiem spośród innych.
Z przykrością muszę stwierdzić, że książka nie zachwyciła mnie tak jak innych. Nie wzruszyła mnie, nie wywołała emocji. Przyznam, że początkowo byłam zachwycona stylem autora, tym w jaki naturalny sposób wprowadził mnie w fabułę, sprawiając, że od pierwszej strony popłynęłam z prądem. Jednak dla mnie to jest za mało, abym mogła uznać książkę chociaż za bardzo dobrą. Ja uwielbiam emocje, dobrze wykreowanych bohaterów i choć oni tutaj tacy byli, to nie mogłam się z nimi zżyć. Nie stali mi się bliscy, ale nie potrafiłam im też nie współczuć czy nie obdarzyć podziwem. Bo wiecie? Tan Win i Mi Mi są w jakiś sposób tacy ludzcy. Upadają jak każdy z nas, ale potrafią walczyć z przeciwnościami losu i nie pozwalają, aby pomimo swoich ograniczeń coś ich spowolniło i nie pozwalało korzystać z życia. Bardzo podobała mi się relacja ukazana pomiędzy bohaterami, miała lekko baśniowy klimat, ale nie odczułam, że to co między nimi się zrodziło jest w jakiś sposób wyjątkowe i zasługujące na określenie "wielka miłość".
"Sztuka słyszenia bicia serca" to piękna historia, z równie pięknym przesłaniem. Jednak ja wciąż czuję po niej niedosyt, bo nie ukrywam, że nastawiałam się na to,że ta książka wywoła we mnie takie same uczucia jak u innych. Nie czuję się zawiedziona. Bardziej smutna, bo historia choć piękna, nie trafiła do mnie.
Wydawnictwo: Filia
Data wydania: luty 2019 rok
Liczba stron: 312
Oprawa: miękka ze skrzydełkami


Byłam tej książki ciekawa, zwłaszcza, że tyle osób się nią zachwycało, ale w końcu postanowiłam, że jej podziękuję :/ Nie wiem, być może kiedyś się skuszę, ale na razie nie jest na liście moich priorytetów.
OdpowiedzUsuńweronikarecenzuje.blogspot.com
Ja niestety nie poczułam tych emocji, które towarzyszyły innym, aczkolwiek historia sama w sobie piękna, tylko mi w niej czegoś zabrakło.
UsuńJa bardzo chciałabym przeczytać tę książkę, bo czuję, że mogłaby trafić do mojego serca. 😊
OdpowiedzUsuńCieszę się :)
UsuńA mi się bardzo podobała, więc przykro mi, że Ty jesteś nią trochę rozczarowana :(
OdpowiedzUsuńMi też przykro. Właśnie nie jestem nią rozczarowana. Bardziej mi przykro, że nie zrobiła na mnie wrażenia. Do dziś czuję niedosyt ;(
UsuńMnie to ta książka nie zachwyciła samym swoim opisem. No ale ogólnie Filia to nie jest wydawnictwo, które lubię, to pewnie tez dlatego.
OdpowiedzUsuńAkurat jeśli chodzi o mnie, to wiesz, że ja to wydawnictwo kocham :D haha
UsuńZapisuje tytuł. ;)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam. ;**
P.
www.zycie-wsrod-ksiazekk.blogspot.com