On - popularny chłopak i gwiazda footballu szkolnego. Nie narzeka na brak przyjaciół i dziewczyn, ale tylko jedna zwraca uwagę Romea: niepozorna Molly, która fascynuje go tym, że nie ma pojęcia o popularności chłopaka. Dziewczyna musiała nauczyć się liczyć tylko na siebie, gdyż przedwcześnie straciła rodzinę i została sama na świecie. Jest ambitna i dąży do tego, aby zostać doktorem filozofii. Romeo i Molly spędzają ze sobą dużo czasu i zbliżają się do siebie. Jednak para musi pokonać wiele przeszkód, aby zaznać szczęścia. Czy im się to uda?
Tillie Cole, to jedna z moich ulubionych autorek. Uwielbiam jej mroczne historie takie jak seria Kaci Hadesa czy urocze powieści takie jak "Tysiąc pocałunków". Więc nic dziwnego, że kiedy zobaczyłam jej najnowszą powieść, "Słodki Dom", zachęcona ciekawym tytułem, postanowiłam po nią sięgnąć.
"Słodki dom" to powieść słodka jak lukier, który w zbyt dużych ilościach szkodzi i powoduje mdłości. Uwierzcie mi, nie mam nic przeciwko słodkim historiom, ale kiedy absurd goni absurd, to w pewnym momencie ma się tego serdecznie dość. Zachowanie bohaterów często było dla mnie irytujące i niezrozumiałe. Dziwiło mnie to jak moja ulubiona autorka mogła stworzyć tak złych bohaterów, którzy powodowali u mnie notoryczne przewracanie oczami. Romeo to najbardziej denerwująca, męska postać, którą poznałam. Spokojnie mogę go wrzucić do tej samej szuflady co Stephena z "Debiutanta" S.J. Hooks. Z tym, że Romeo zająłby pierwsze miejsce. Jedno z jego absurdalnych zachowań, które zapamiętałam, to moment, kiedy on chce czegoś więcej, a Molly mówi mu, że nie jest jeszcze na to gotowa. Co na to nasz słodki Romeo? Obraża się, a póżniej jakby miał rozdwojenie osobowości, wspaniałomyślnie stwierdza, że on poczeka aż ona będzie gotowa. Nasz główny bohater to dzieciak, który nie radzi sobie z emocjami. Wystarczy na niego źle spojrzeć, a masz pewność, że dostaniesz w twarz. Jest agresywny, a to co autorka ładnie nazywa potrzebą kontroli, na moje wygląda jak manipulacja. Kiedy Molly robi lub mówi coś, co jest nie po jego myśli, on rzuca tekstem typu: "Tym razem puszczę Ci to płazem, bo jesteś zdenerwowana, ale żeby to był mi ostatni raz, kiedy do mnie pyskujesz". Zauważyliście jego wspaniałomyślność? Myślę, że autorka chciała pokazać jak złe relacje z rodzicami, którzy odbierają nam prawo decydowania o sobie, wpływają na nasze zachowanie i potrzebę kontrolowania wszystkiego i wszystkich wokół nas, ale Tillie Cole nie podołała temu. Napiszę również parę słów o głównej bohaterce. Molly poznajemy jako szarą myszkę, która jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, z kopciuszka staje się pięknością. Zmienia się nie tylko jej wygląd, ale z czasem również osobowość i moim zdaniem nie na lepsze. Były takie momenty, kiedy zachowanie Romea nie przypadało jej do gustu, ale szybko machała na nie ręką i wracała do słodzenia sobie z ukochanym.
Jeśli chodzi o fabułę, to nie uważam aby była zła, choć nie można ukryć, że nie brakowało tu pewnych schematów, więc oryginalności tu nie znajdziemy. Przyznam, że początek mnie nie wciągnął. Książkę to brałam do czytania, by za chwilę ją odłożyć. Jednak im więcej akcji przybywało, tym bardziej nie mogłam się oderwać. Nie zabraknie tu zaskoczeń, w pewnym momencie robi się tak dynamicznie, że brakuje tchu. Autorka dodała również odrobinę niebezpieczeństwa, a to co odbywało się na kartach tej powieści, niekiedy wywołało u mnie szok. Do jakich czynów posuną się ludzie, aby postawić na swoim?
Podsumowując, "Słodki dom" to słodka opowieść, ale w moim odczuciu nie przypomina "Tysiąca pocałunków". Ta druga podbiła moje serce, a do książki, o której teraz Wam opowiadam mam mieszane uczucia. Nie spodobała mi się kreacja bohaterów, ale sama fabuła była ciekawa. Kwestię czy warto sięgnąć po tę powieść, pozostawiam Wam. Ja jestem trochę zawiedziona, tym bardziej, że autorkę stać zdecydowanie na więcej. Tu miałam wrażenie, że Tillie Cole przedobrzyła. Myślę, że z czasem sięgnę po kolejne części, z ciekawości, ale na chwilę obecną skupię się na innych książkach.
Oryginalny tytuł: Sweet Home
Cykl: Słodki dom (tom 1)
Wydawnictwo: Editio Red
Data wydania: czerwiec 2019 rok
Liczba stron: 352
Oprawa: miękka


To nie jest książka dla mnie. Bohaterowie prawdopodobnie by mnie denerwowali. Poza tym przez tę słodkość szybko bym zwymiotowała.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam!
recenzje-zwyklej-czytelniczki.blogspot.com
Hahaha, ja nie wymiotowałam, ale bardzo często przewracałam oczami :D
UsuńZastanawiałam się nad tą książką. Ostatnio trafiam na takie, w których nie brak schematów. Przez to są mało zaskakujące, mało porywające. Z Twojej opinii wynika, że tutaj byłoby pewnie podobnie. Może kiedyś do niej zajrzę, ale po przebrnięciu przez "Nie ma światła w ciemności" C. Contreras, wolę przeczytać coś innego ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
Ania ze Skarbca Książek
http://skarbiecksiazek.blogspot.com/
Jestem zdania, że im więcej się czyta, tym trudniej trafić na oryginalną powieść, dlatego ja tak bardzo nie skupiam się na tym czy książka jest pełna schematów, czy nie. Za to jeśli bohaterowie są źle wykreowani, to książka traci w moich oczach.
UsuńBędę odczytała tę książkę i jestem ciekawa, jak ja ją odbiorę. 😊
OdpowiedzUsuńŻyczę udanej lektury
UsuńNie, ja jednak mimo wszystko podziękuję :)
OdpowiedzUsuńRozumiem :)
Usuń